lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY
nr 2/2010

Błogosławiony Jerzy Matulewicz – wzór kapłana

Słowo do Przyjaciół Zgromadzenia Sióstr Eucharystek w roku kapłańskim

Pragnę dziś razem z Wami przyjrzeć się sylwetce bł. Jerzego Matulewicza jako kapłana – świętego kapłana. Niech on będzie dla nas wzorem kapłaństwa, kiedy usłyszymy czasem o niechwalebnych postawach kapłanów. Także przez jego wstawiennictwo polecajmy Bogu wszystkich kapłanów, gdyż jest on wzorem kapłana według Serca Bożego.

Ksiądz Jan Sobczyk wspomina, że bł. Jerzy „odprawiał Mszę św. z wielkim skupieniem i pobożnością. Podobnie gdy mówił do kapłanów lub studentów, czuło się ogień, co musiał gorzeć w nim, skoro i nas zapalał”. A ks. Zenon Kalinowski tak pisał o nim: „Doskonałością jego życia kapłańskiego i miarą jego wyrobienia duchowego i społecznego był stosunek człowieka do człowieka oparty na prawdziwej, niezakłamanej miłości bliźniego. Coś z niego promieniowało, emanowało i do niego pociągało. Jego prostota i życzliwa postawa budziła szacunek i zachęcała do radosnego przyjmowania treści, które przekazywał. Budował nas swoją pobożnością”.

Bardzo trudno jest być kapłanem pośród tarć politycznych lub walki o władzę za cenę kłamstwa. Wtedy kapłan musi mówić prawdę, musi zabrać głos w sprawach społecznych – i wtedy posądzany jest o wtrącanie się do polityki. I trudno też niektórym nie politykować wtedy – jeżeli zapomną kim są w swej wielkiej godności. Błogosławiony Jerzy żył właśnie w takich czasach, pośród Polaków i Litwinów, pośród katolików i prawosławnych. Jako kapłan, a zwłaszcza jako biskup doświadczał słabości kapłanów, którzy nie potrafili nabrać dystansu do polityki. Sam modlił się za nich i napominał mówiąc: „Polityka to nie nasza rzecz. Nasze zadanie inne. Kapłan wtedy będzie największym patriotą i najwięcej dla kraju zrobi, gdy będzie dobrym i świętym kapłanem, bo wtedy pracuje nad umocnieniem podstaw bytu każdego narodu”.

Kiedy pomimo apolitycznej postawy bł. Jerzego Litwini posądzali go o trzymanie z Polakami, a Polacy, że jest sprzymierzeńcem Litwinów, ks. Jan Sobczyk wspomina i podziwia spokój i brak jakichkolwiek wrogich uczuć w stosunku do przeciwników wówczas. Mimo rozmaitych sądów bł. Jerzy szedł dalej po raz obranej drodze. Marian Zdziechowski wspomina te czasy jak powszechnie uważano bp. Matulewicza za posłuszne narzędzie polityki polskiej i jak bł. Jerzy mówił: „Cóżem winien, żem przyszedł na świat z tym grzechem pierworodnym, jakim jest moje pochodzenie litewskie…, ale ja naprawdę jestem dla Polaków Polakiem, dla Litwinów Litwinem – staram się być wszystkim dla wszystkich”. Marian Zdziechowski pisze, że: „czuł w nim i czcił kapłana, całą duszą powołaniu swemu i obowiązkom z niego płynącym oddanego. Dalej wspomina: pociągnął mnie czarem głębokiej dobroci, słodyczy, wyrozumiałości i obok tego siłą, jasnością myśli, szeroko, rozumnie ujmującej zadania Kościoła w społeczeństwie”.

Ojciec Woroniecki pisze podobnie: „Zawsze podziwiałem jego głęboki, bijący ze spojrzenia spokój ducha, który z całej jego osobowości niezwykle się odzwierciedlał. Był człowiekiem niezwykle w sobie zharmonizowanym, zdobiła go mądrość życiowa, serdeczna dla wszystkich miłość, dobroć i życzliwość. Dawało się odczuć, że jego dusza była nierozerwalnie zjednoczona z Chrystusem. Wszystko mierzył miarą Chrystusową i sił do walki życiowej szukał u Jego stóp. Nie oskarżał swoich nieprzyjaciół”.

Był życzliwy dla przeciwników, nie okazywał wobec nich swej wyższości czy dezaprobaty. Eugeniusz Jarra zauważył, że „właściwości te nie płynęły bynajmniej z miękkości charakteru i towarzyskiej kurtuazji, wygodnictwa, oportunizmu. Na złe reagował stanowczo, bezkompromisowo, nieubłaganie: potępiał je słowem, spojrzeniem, całym obliczem, gestem. Gdy mówił o czymś niskim i niegodnym, gdy ogarniało go oburzenie, na pogodnym zazwyczaj obliczu pojawiały się chmury, a dobre, urzekające oczy, umiały miotać płomienie. Nie były to jednak oznaki gniewu, czy nienawiści, lecz wzruszenia, odczuwanej przykrości; była to żywa, odruchowa reakcja dobra wobec zła. (…) Wspomina: Zawdzięczam mu, że w przełomowym dla każdego człowieka wieku, wśród wielu zgorszeń, dał mi swoją prostą mądrością i kryształowym charakterem, własnym przykładem żywy i trwały wzór na wyboistą drogę życia”.

Jeszcze dwie migawki z życia bł. Jerzego, które potwierdzają jego wierność godności kapłańskiej – miłości Chrystusowej do wszystkich.

Anna Tenter wspomina spotkanie z bł. Jerzym jako wyznawczyni protestantyzmu – luteranka. Podczas rozmowy wyliczała zarzuty i swe uprzedzenia do Kościoła katolickiego i z zapałem broniła swoich przekonań. Po czym spodziewała się podobnej odpowiedzi, ale ku jej wielkiemu zdziwieniu, ks. Jerzy „słuchał i milczał. Kiedy skończyła zaczął z całym spokojem i łagodnością tłumaczyć jeden zarzut po drugim w świetle nauki Kościoła i wykładał prawdy wiary. Pani Anna pisze: „Moje uprzedzenia zniknęły (…), po dwugodzinnej rozmowie zostałam całkowicie przekonana. Przed skończeniem rozmowy powiedziałam mu, że chcę zostać katoliczką. Po dwutygodniowym przygotowaniu zrobiłam wyznanie wiary w Warszawie”.

My czasami jesteśmy świadkami potępiania poglądów innych i być może sami ulegamy takiej pokusie – tymczasem to nie potępianie zmienia człowieka, ale miłość i troska o jego zbawienie.

Druga migawka dotyczy jego posługi jako kapelana w zgromadzeniu żeńskim i okolicznościową posługę na zaproszenie sióstr poświęcających się przyjmowaniu na poprawę ofiar nierządu. Pewnego dnia ojciec Jerzy został wezwany przez siostry do pomocy dla jednej z wychowanek, która po pewnym okresie wstrzemięźliwości życia w zakładzie, dostała napadu szału. /…/ Przemówienie ks. Matulewicza doprowadziło dziewczynę do równowagi. Eugeniusz Jarra komentując to zdarzenie pisze tak: „Wydaje mi się dziś, że musiał wtedy działać promieniowaniem własnej nieskazitelnej, doskonałej czystości”.

Błogosławiony Jerzy nieustannie nas uczy, że jedynie szacunek dla drugiego człowieka, prawda połączona z miłością i własna doskonałość – przyczyniają się do przemiany serca człowieka. Te zaś cechy są możliwe w nas jedynie wtedy, gdy nie szukamy siebie i zaspokojenia własnych ambicji, tylko Jezusa Chrystusa w autentycznej modlitwie, która jest ADORACJĄ Jego bezgranicznej miłości i PRZYJMOWANIEM jego nieskończonej łaski – jest TRWANIEM w jego obecności, cokolwiek robimy i gdziekolwiek jesteśmy. Niech świadectwo jego życia będzie dla nas inspiracją zarówno do modlitwy za kapłanów jak i do życia w pełni chrześcijańskiego.

s. Ewa Orzechowska SJE