lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC

nr 7/2010

Żniwo wciąż wielkie! Jesteś wezwany!

Łk 10,1-12.17-20

Jezus wysłał swoich siedemdziesięciu dwóch uczniów do miejsc, gdzie sam zamierzał przyjść. Wyraził w ten sposób pragnienie, aby Zbawienie, które przyniósł światu, dotarło do wszystkich ludzi. Posłaniu towarzyszy wezwanie: „Żniwo jest wprawdzie wielkie, ale mało robotników. Proście więc Pana żniwa, aby wysłał robotników na swoje żniwo”. O jakie żniwa chodzi Jezusowi? Jesteśmy w okresie zbierania zbóż. Na pola wyjeżdżają kombajny, które zbierają to, co wcześniej zostało zasiane. To są nowoczesne żniwa. Wielu zapewne pamięta inny sposób zbierania ziarna. Wymagał on pochylenia się człowieka nad ziemią, dotknięcia dłońmi kłosów, by potem je zżąć. Taki widok był bliski Jezusowi i Jego uczniom. Ale czy o takie żniwa chodziło Mistrzowi z Nazaretu? Zapewne nie. Jezus posyłał uczniów na pozyskiwanie dziełu zbawczemu człowieka, wszystkich ludzi. Po to przecież przyszedł. Misja o której wspomina św. Łukasz nie jest łatwa. Misjonarze będą odrzuceni i przyjęci. Jezus jest realistą: „Posyłam was jak jagnięta między wilki”.

Uczniowie Jezusa mają być ludźmi wolnymi, całkowicie poświęconymi zleconej misji: bez sakiewki, torby podróżnej, sandałów, ufni, że Ten, który ich posyła zatroszczy się o wszystko, co potrzebne do godziwego życia przez ludzi, którzy przyjmą Jego Ewangelię. Posyłani mieli mieć świadomość, że ten, kto idzie i głosi Ewangelię, wypełnia czynność religijną, a tej nie wolno przerywać tym, co dotyczy świata – jest ona najważniejsza. Stąd Jezusowa wskazówka, by „nikogo w drodze nie pozdrawiać”. Wszystkich posłanych Jezus obdarza darem uzdrawiania chorych dla przyjęcia prawdy o nadchodzącym Królestwie Bożym.

Po jakimś czasie misjonarze wracają z radością, bo „poddawały się im nawet demony”. Jezus koryguje myślenie uczniów. Na pierwszym miejscu nie chodzi o to, co się robi, ale w imię kogo. Misjonarz musi mieć świadomość, że to nie on działa, ale przez niego, w nim działa Jezus. On sam ma tylko w Jezusa wrastać do tego stopnia, by móc powiedzieć: „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus”. W ostateczności więc misjonarz zdobywając innych dla Chrystusa, coraz bardziej staje się przez Chrystusa zdobyty.

Żniwa, na które dwa tysiące lat temu posłał swoich uczniów Jezus wciąż trwają. Statystyki podają, że wciąż dwa miliardy ludzi nie zna Chrystusa. Wielu zaś z tych, którzy Jezusa poznali nie przyjęli Go do swojego życia jako Pana. Dla innych Jezus jest mitem albo rozdziałem historii, która choć kołem się toczy to i tak w tym konkretnym przypadku nigdy się nie powtórzy. Na półkach księgarskich pojawiają się coraz to nowe pozycje, które udowadniają, że Kościół jest ludzkim wymysłem otumaniającym człowieka. Modnym staje się Chrystus bez Kościoła, albo tak zwany „Kościół otwarty” bez przykazań, wymagań, „kościół”, który mówi: „Przyjdź jaki jesteś i takim pozostań!”. Ilu potrzeba robotników na tak wielkie żniwo? Nikt nie potrafi określić ich ilości, a gdyby nawet, to każda byłaby i tak niewystarczająca. Łatwiej jest powiedzieć jakimi mają być robotnicy tego szczególnego żniwa i zresztą Jezus warunki sam dyktuje. Ci znad Jeziora Galilejskiego Jezusa spotkali. Uczeń to ten, który spotkał nauczyciela i przyjął to, czego naucza. W przeciwnym razie ze szkoły się wypada. Do żniwa trzeba być dobrze przygotowanemu. Jest ono nie tylko wielkie, ale i trudne, coraz trudniejsze. Trzeba więc przy Nauczycielu coraz więcej przebywać, coraz uważniej Go słuchać, coraz więcej Mu zawierzać w miłości, by misja, na którą posyła mogła być skuteczna. Konsekwencją wspólnego przebywania staje się poznanie. A to konkretne, poznanie Jezusa jest zawsze fascynujące.

Pomimo wielkiego żniwa robotników jednak zdaje się być coraz mniej. Pokazują to statystyki, a socjologowie próbują zdefiniować tego powody. Jest ich wiele: demograficzne, związane z kryzysem małżeństwa i rodziny, nadmierny konsumpcjonizm, materializm praktyczny, niezdolność współczesnego człowieka do podejmowania trwałych decyzji itd. A ja myślę, że pośród nich trzeba umieścić i tą, a może przede wszystkim tą, że dzisiejszy świat skutecznie przeszkadza w spotkaniu z Chrystusem i odkryciu Go jako jedynego celu życia. Na zakończenie kongresu jednego ze współczesnych ruchów kościelnych lider wezwał, by podeszli do ołtarza ci, którzy Chrystusowi chcą całkowicie poświęcić swoje życie poprzez realizację powołania kapłańskiego czy zakonnego. Zgłosiło się wielu młodych. Pytałem czy to przypadkiem nie jest efekt nietrwałego „grania na uczuciach”. Nic podobnego. Ci młodzi przeszli wcześniej gruntowną, chrześcijańską formację, przyjęli Chrystusa do swego życia i rozeznali je w wyłącznym byciu dla Niego. Ktoś inny dodał, że przecież to niemożliwe, by Jezus zmienił zdanie i już więcej nie powoływał do swojej służby. To tylko człowiek nie jest wrażliwy na głos Boga w swoim sercu.

W tym miesiącu wielu młodych ludzi, kobiet i mężczyzn dostanie, bądź dostało maturalne świadectwa i dyplomy ukończenia studiów. Wspomóżmy ich modlitwą, by przez to, co proponuje świat mógł w nich przebić się głos Chrystusa zapraszający do jednoczenia się z Nim w wyłącznej służbie dla Jego Królestwa.

ks. Radosław Kimsza