lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC

nr 7/2010

Dum spiro – spero

Diamentowy Jubileusz ks. Infułata Zygmunta Lewickiego

Dum spiro, spero – dopóki oddycham, żyję nadzieją

W niedzielną uroczystość Przenajświętszej Trójcy ciasnym kręgiem szacunku, przyjaźni i modlitwy otaczamy ks. Infułata Zygmunta Lewickiego. Czcigodny Jubilat skupia nas dzisiaj wokół ołtarza Eucharystii, w kościele św. Wojciecha. Swój „diamentowy” Jubileusz obchodzi tutaj, na zaproszenie proboszcza i parafii, której on sam był niegdyś pierwszym proboszczem. I nadal, ale już jako emeryt, odprawia przy tym ołtarzu codzienną Mszę Świętą, dziękując Bogu za dar kapłaństwa, mocą którego służył i wciąż jeszcze – oby jak najdłużej! – służy wiernym. Z natury więc rzeczy ta świątynia jest mu bliska jako miejsce Eucharystii – Ofiary i adoracji milczącej, niemniej rzeczywistej obecności Jezusa Chrystusa. To On, Wiekuisty Kapłan, powołał w swoim czasie młodego Zygmunta do kapłańskiej służby w Kościele.

W kończącym się Roku Kapłańskim wciąż jeszcze mamy przed oczyma postać świętego proboszcza z Ars, ks. Jana Vianney’a, świetlany wzór duszpasterza. Doczekaliśmy beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki, męczennika z naszej podlaskiej ziemi. Czcimy pamięć błogosławionego ks. Michała Sopoćki, Apostoła Bożego Miłosierdzia i wychowawcy wielu pokoleń kapłanów. Wspaniałe i piękne postacie kapłanów, dzięki którym lepiej pojmujemy wielkość i doniosłość daru i tajemnicy kapłaństwa! W ten Rok Kapłański wpisuje się lśniący diamentowym blaskiem jubileusz pierwszego proboszcza tej parafii. Jakże jesteśmy mu wdzięczni, że zaprosił nas do wspólnego przeżywania swej pięknej uroczystości, jaką jest 60-lecie kapłaństwa! Dziwne, że jej dominantą nie jest smutek i melancholia, lecz pogodna radość. Ksiądz Paweł Heintsch, będąc u schyłku życia, pyta:

Czyż smucą się żeglarze

gdy statek dobija do portu?

Diamentowy Jubileusz Kapłaństwa – to piękna i rzadko spotykana uroczystość. W tym miejscu pozwolę sobie na niedługie objaśnienie tych trzech słów, które pozwoli nam wniknąć w jej treść i przesłanie. Wedle tradycji biblijnej jubileusz jest radosnym czasem dziękczynnego uwielbienia Boga za Jego miłosierną Opatrzność, za plony i zbiory, za wszystkie dary Jego łaski. Kapłańskie jubileusze to jakby kamienie milowe na tej drodze, która zaczęła się od przyjęcia Chrystusowego wezwania Pójdź za Mną. Dziś dziękujemy Bogu za dar Kapłaństwa, skonkretyzowany w życiu i posłudze Jubilata. Dlaczego diamentowy? Diament należy do najszlachetniejszych kamieni, rzadko spotykanych i szczególnie cenionych ze względu na swą twardość i niezniszczalność, za urzekające blaskiem piękno. Diament, symbolizuje wierność, a w średniowiecznej literaturze oznaczał także Chrystusa,. Niewielu księży dożywa tej pięknej rocznicy, a do tego w takiej formie jak nasz Jubilat. W samym zaś centrum tego podniosłego obchodu znajduje się Tajemnica Chrystusowego Kapłaństwa – charyzmatyczny klejnot, na który dziś patrzymy przez osobę Księdza Infułata.

Zjednoczeni z nim myślą, sercem i modlitwą, dziękujemy dziś Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, że wybrał go i powołał do kapłańskiej służby w Kościele. Dziękujemy i za to, że on, mimo wielu przeciwieństw, nie zawiódł Bożych oczekiwań. Jego wczesna droga do kapłaństwa wiodła przez Różanystok. W dobrej salezjańskiej szkole rozwijał swoje nieprzeciętne zdolności, poszerzał horyzonty zainteresowań, zdobywał początki bogatej wiedzy. Tamta nasza szkoła nie tylko nauczała, ale i kształtowała młode charaktery w oparciu o najwyższe wartości, które nadają ostateczny sens życiu. Ich niezmiennym wykładnikiem są słowa Bóg – Honor – Ojczyzna, dla wielu dziś niemodne, jeśli nie żenujące. Ale jakimi innymi możemy je zastąpić?

Beztroskę młodości na kilka lat zabrała Zygmuntowi wojna. Trudne perypetie wojenne, służba w Armii Krajowej, wyrwanie z gleby rodzinnej na przymusowe roboty, wielokrotne zagrożenie życia. Iluż wówczas zginęło! Pełna niebezpieczeństw, długa i ciężka wojenna odyseja, z której on powrócił, dzięki Bogu, żywy i cały. To też motyw dziękczynienia. W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków. Powołanie, dojrzewające w trudnych okolicznościach zyskiwało, że posłużę się słowami św. Ignacego Antiocheńskiego, „odporność uderzanego kowadła”. Klarowne i okrzepłe, przywiodło go do furty Seminarium Duchownego w Białymstoku. Przeniesione z Wilna, dopiero zapuszczało swe korzenie w białostockiej ziemi, które dziś są już tak mocne. Zygmunt wiedział, czego szukał w tym „sercu diecezji”, które realizowało solidny, jeszcze wileński program i styl wychowania księży. Znalazł tutaj wszystko, czego szukał. W jego adsum – oto jestem, wypowiedzianym w dniu święceń, zasadnicze nurty podstawowej formacji kapłańskiej – intelektualny, duchowy i duszpasterski, brzmiały już pełnym akordem.

Od tamtego Veni Creator w białostockiej prokatedrze, leżenia krzyżem i włożenia biskupich rąk w akcie święceń, mija już 60 lat. Najważniejsza chwila w życiu młodego człowieka, który w odpowiedzi na Boże wezwanie oddaje bez reszty samego siebie na służbę Bogu i ludziom. Czyni to w głębokim przekonaniu, że powierzając Bogu wszystko, czym jest, odnajdzie w Nim spełnienie swoich najgłębszych nadziei i pragnień, radość i szczęście, jakich świat dać nie może. Wie, że poświęcając siebie Chrystusowi, będzie działał Jego mocą, prowadząc Lud Boży do niebiańskiego Jeruzalem.

Potem była praca duszpasterska, studia na KUL uwieńczone doktorskimi laurami i powrót do Macierzy, by znowu rzucić się w wir pracy na różnych odcinkach życia Kościoła. A było ich niemało i bynajmniej niełatwych. Poprzestanę na stwierdzeniu, że ze wszystkich zleconych mu zadań wywiązywał się znakomicie. Dowodem tego jest już to samo, że było ich aż tak wiele. Nie zabrakło wśród nich i tej ars artium, jaką jest gorliwa praca duszpasterska – na stanowisku pierwszego proboszcza parafii św. Wojciecha. Również na tym polu dokonał więcej niż spodziewano się od profesora Seminarium. Okazało się, że swoją rozległą i głęboką wiedzę potrafi przełożyć na ze wszech miar owocną praktykę duszpasterską.

Nie mogę nie wspomnieć, że niezwykle istotną dziedziną trudu Jubilata była wieloletnia praca formacyjna w Archidiecezjalnym Seminarium Duchownym. Inni wykładali to, co odpowiadało ich zdobytemu już wykształceniu, aspiracjom i ambicjom. On nauczał tego, co mu zlecono, co stanowiło najbardziej palącą potrzebę w naszej Alma Mater. Trzynaście przedmiotów! Ktoś mógłby to różnie oceniać, poprzestają na powierzchownych sądach. Najbardziej miarodajne pozostają wypowiedzi jego studentów o tym, jak wiele zyskali właśnie na jego wykładach. Dlatego, że zanim stanął na katedrze profesorskiej sam zgłębiał gruntownie daną dyscyplinę, jakiej nauczał. Te wszystkie gałęzie zdobytej i przekazywanej wiedzy złączyły się w jeden bezcenny nurt – mądrości. Mądrości ludzkiej, kapłańskiej i duszpasterskiej. I to mu już pozostało na całe życie.

Jest rzeczą nader stosowną, że tę uroczystość jubileuszową, obchodzoną kilka dni temu w Seminarium Duchowym, dziś obchodzimy również w tej świątyni, związanej swoją historią z dziejami Seminarium. Dobrze, że ta dawna, wypróbowana więź trwa nadal, i dla obustronna jest pożyteczna i owocna. Osoba ks. Jubilata jest jej niejako symbolem.

 

Dostojny i Drogi Jubilacie! Posłuchaj, co mówi prosty wierszyk:

Czas, co w przelocie piramidy kruszy

Wszystko ci weźmie, siły twoje strawi,

Tylko co piękne w twojej duszy –

To ci zostawi.

Cóż w duszy kapłana może być piękniejsze niż to niezniszczalne, trwalsze od diamentu, wyciśnięte w chwili święceń znamię, zwane charakterem sakramentalnym? Jest ono tak trwałe, jak trwałe jest wieczne kapłaństwo Chrystusa. Nic więc dziwnego, że ono stanowi jedyne i najważniejsze kryterium tożsamości posługi i życia kapłana w oczach Boga i Ludu Bożego, jego wierności Chrystusowi.

Tamto Veni Creator sprzed 60 lat było błaganiem o dary Ducha Świętego, które przyjmujących święcenia upodobniają do Chrystusa, Kapłana, Nauczyciela i Pasterza. Dzięki nim stają się nie tylko Jego sługami, ale i przyjaciółmi, którym powierza tajemnice Królestwa Bożego. Najważniejszą i najświętszą wśród nich jest Misterium fidei – Wielka Tajemnica Wiary, jaką jest Eucharystia Kościoła i Chrystusa, sprawowana przez kapłanów Kościoła i Chrystusa. Na tę więź wskazywał Jan Paweł II, gdy mówił: Nie ma Eucharystii bez kapłaństwa, podobnie jak nie istnieje kapłaństwo bez Eucharystii.

Jubilatowi – teologowi i duszpasterzowi, nie trzeba przypominać, że Eucharystia i kult eucharystyczny stanowią ośrodek, cel i szczyt życia Kościoła. Decydują one również o najgłębszym sensie kapłańskiego posługiwania w Kościele. Zdradzę tutaj pewien szczegół, który może potwierdzić z ręką na sercu wasz proboszcz, ks. kanonik Stanisław. Kiedy przebywaliśmy na wspólnych wczasach w Studzienicznej, ks. Zygmunt dbał o to, co było potrzebne do sprawowania Najświętszej Ofiary. Kładł hostię na patenie kielicha, nalewał wody i wina do ampułek, otwierał mszał i czekał z zapałkami w ręku na domową koncelebrę. Jest więc rzeczą naturalną i oczywistą, że i w centrum jego dzisiejszej jubileuszowej uroczystości znajduje się Eucharystia, która z istoty i nazwy oznacza Dziękczynienie.

Dum spiro, spero – ufam, dopóki oddycham. Motywem kapłańskiej ufności jest wierność Chrystusa wobec tych, którzy Mu zawierzyli i poszli za Nim. Złożona w Nim nadzieja nigdy zawieść nie może, jakkolwiek nieraz wydaje się trudna. Jeżeli kto, to przede wszystkim kapłan musi żyć nadzieją na ostateczne zwycięstwo prawdy nad kłamstwem, dobra nad złem, życia nad śmiercią. Dokonuje się ono z Chrystusem i przez Chrystusa, mocą Jego Paschalnej Tajemnicy. To prawda, że nie jest łatwo żyć nadzieją w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie, gdy Kościół i jego słudzy są atakowani z rozmaitych stron za swoją wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii. Są bowiem znakiem sprzeciwu wobec zgubnych trendów, niszczących najcenniejsze wartości ludzkie, oparte na Dekalogu i prawie naturalnym. Ich obrońcy płacą nieraz najwyższą cenę za swoją wierność Bogu i Ojczyźnie, jak tego przykładem są postacie księży Popiełuszki i Suchowolca. Jest rzeczą najzupełniej ludzką, iż niejeden ze sług Chrystusa przeżywa rozterkę, dźwięczącą w słowach Norwida:

Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,

Czy to, co twoje, ma być zatracone?

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą? – Czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie.

Drogi Jubilacie! Posłuszny głosowi Chrystusa, poszedłeś za Nim przed laty drogą kapłańskiej służby. Nie wszystko mogłeś wówczas na niej przewidzieć. Tak wiele zmieniło się na świecie w ciągu tych 60 lat! Dzisiaj już wiesz, że nie ma dla kapłana lepszej i pewniejszej drogi niż droga zaufania i wierności Chrystusowi. Wiesz także, iż droga służby Bogu i ludziom jest zarazem drogą do szczęścia i pokoju, jakiego świat dać nie może. Uczestnicząc w twoim diamentowym jubileuszu nie mamy wątpliwości, że wszystkie wichry i burze, jakie spotykałeś na swej drodze, zmiotły z niej jedynie to, co ze swej natury nie może się ostać. Wiatr dziejów, odwiewając z niej popiół i wszystko, co pospolite i przemijające, odsłonił gwiaździsty dyjament – zwycięstwa zaranie. Zwycięstwa ufności, złożonej w ręce Chrystusie w momencie przyjmowania święceń z rąk biskupa, następcy Apostołów.

Czcigodny Jubilacie! Tamto Veni Creator sprzed 60 lat dawno już przebrzmiało. Może tylko jego echo błąka się gdzieś jeszcze pod mrocznym sklepieniem katedry. Twoją dzisiejszą, jubileuszową Eucharystię zakończy dziękczynne Te Deum. – Ciebie Boga wysławiamy. Te dwa hymny przedziwnie łączą się i harmonizują ze sobą, ujawniając wartość i piękno jubileuszowego przesłania. Są jak kapłańskie ramiona, które wznoszą się ku Bogu w geście uwielbienia i wdzięczności. Śpiew tamtego hymnu był znakiem nadziei i oczekiwania. Ten dzisiejszy będzie już triumfem spełnionej kapłańskiej ufności. Ufności pokładanej w Bogu, który zawsze daje nam więcej niż mamy odwagę się spodziewać. Będzie zaraniem wiekuistego uwielbienia Boga.

In Te, Domine, speravi, non confundar in aeternum – w Tobie, o Panie, złożyłem nadzieję, nie będę zawstydzon na wieki. Dostojnemu i Drogiemu Jubilatowi życzymy całym sercem absolutnego spełnienia kapłańskiej nadziei. Życzymy błogosławionych owoców jego kapłańskiej ufności, której wykładnikiem są słowa Dum spiro, spero – jak długo oddycham, żyję nadzieją. Niech żyje jak najdłużej tą krzepiącą nadzieją, która nigdy nie zawodzi, lecz zawsze się spełnia w Bożym wymiarze. To ona rozbłyśnie kiedyś blaskiem już nie diamentu, lecz brylantu, szlifowanego przez 60 lat wytrwałej współpracy z łaską powołania.

Razem z Dostojnym i Czcigodnym Jubilatem, podzielając uczucia jego serca, wkrótce uwielbimy Trójjedynego, miłosiernego Boga słowami ufnej prośby:

Zjaw swą litość w życiu całem

Tym, co żebrzą Twej opieki.

Tobie, Panie, zaufałem,

Nie zawstydzę się na wieki!

ks. Stanisław Strzelecki

Homilia wygłoszona w białostockim kościele Świętego Wojciecha, 30 maja 2010 roku.