|
Ksiądz dziekan Józef Marcinkiewicz
Urodził się on 2 II 1882 r. w miejscowości Cimoszka, zwanej wówczas „uroczyszczem”, w parafii Janów w powiecie sokólskim. Jego rodzice, Jan i Petronela z domu Bielawska, prowadzili gospodarstwo rolne i byli ludźmi zamożnymi. Syna Józefa, a zapewne i inne dzieci rodzice najpierw kształcili w domu, a następnie w miejscowej rosyjskiej szkole. W dziewiątym roku życia Józefa umarł ojciec. O nim ks. Marcinkiewicz w swoim życiorysie z 1926 r. napisał: „Nie wiem dlaczego ojciec mój umierając obok działki gruntu przeznaczył mi pewną kwotę pieniężną i polecił braciom, by mi ją wypłacili, o ile zechcę się kształcić. Dzięki tej mądrej zapobiegliwości ojca kształciłem się dalej w Wilnie prywatnie pod opieką Jadwigi Waltz, znanej zespołowi profesorów Seminarium Duchownego jako wzorowej wychowawczyni młodzieńców, kandydujących zwłaszcza do stanu duchownego”. Zapewne ojciec widział w małym synu chęć do nauki, a może i zalążki przyszłego powołania kapłańskiego. Obserwował zapewne, jak mały Józef ubierał przy ścianie domu ołtarzyki i próbował naśladować kapłana odprawiającego Mszę Świętą. Do internatu Jadwigi Waltz udał się w 1901 r. i tam przez dwa lata przygotowywał się do końcowych egzaminów z poziomu gimnazjalnego. W 1903 r. udał się do Moskwy i tam złożył egzamin dojrzałości jako eksternista. Tak napisał autor życiorysu ks. Józefa Marcinkiewicza w albumie, przygotowanym z okazji 50-lecia jego kapłaństwa. Zapewne była to informacja zaczerpnięta ze wspomnień Jubilata. W 1903 r. Józef wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie i po czterech latach nauki w czerwcu 1907 r. w katedrze przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. wileńskiego Edwarda Roppa. Uroczystą Mszę Świętą prymicyjną odprawił 26 czerwca w kościele parafialnym w Janowie.
Utrudnieniem w pracy w Pohoście był za mały dla potrzeb wiernych drewniany kościół. Postanowił więc budować świątynię murowaną i poczynił już pewne starania w tym względzie. Niestety, administrator diecezji ks. prałat Kazimierz Michalkiewicz, na prośbę parafian Drui, powierzył mu w 1912 r. tę parafię, w której pracował w niej do 1918 r. Przyszło mu duszpasterzować tu w ciężkich latach wojny i wielkich zmian. W życiorysie swoim napisał: „Tu przeżyłem wojnę, miejscowy bolszewizm, a zatem wspomnienia mam okropne, chociaż z ludnością zżyłem się całkowicie. Tu brałem żywy udział w pracy społecznej, zwalczałem Żydów i dlatego po wkroczeniu bolszewików rosyjskich musiałem niestety opuścić parafię i to tak nagle, iż wyjechałem do chorego i już nie wróciłem do plebanii, gdyż czekała tam «czerezwyczajka», by mię aresztować. Nie wpadłem w jej szpony dzięki jedynie życzliwości parafian, którzy zastąpili mi drogę i ze łzami w oczach, ale stanowczo nie dopuścili mnie do plebanii wiedząc, że «czerezwyczajka» po dokonaniu egzekucji tuż przy kościele nad czterema mężczyznami z miejscowej ludności jedynie dla wywołania terroru, czeka na mnie”. Wspomniane „zwalczanie Żydów” nie było antysemityzmem, lecz walką z wyzyskiem i handlem żydowskim oraz wspieraniem chrześcijańskiej przedsiębiorczości. Po opuszczeniu Drui przedostał się do Wilna do biskupa Jerzego Matulewicza, który pozwolił mu na wypoczynek w rodzinnym Janowie i Brzostowicy Wielkiej, a następnie, na wniosek dziekana grodzieńskiego ks. Leona Żebrowskiego, mianował proboszczem świeżo wskrzeszonej w 1919 r. parafii w Brzostowicy Małej. Parafię tę władze carskie skasowały po Powstaniu Styczniowym. Teraz ks. Marcinkiewicz musiał organizować wszystko od nowa. Odzyskany kościół wymagał remontów, a także trzeba było postarać się o konieczne rzeczy do wystroju świątyni i do liturgii, a także o plebanię i budynki gospodarcze. Parafian zaś było mało, tylko około 900. Solidarnie przyszły z pomocą sąsiednie parafie. Kiedy bp Matulewicz utworzył w 1920 r. dekanat brzostowicki jego dziekanem zamianował ks. Marcinkiewicza. W dwa lat później przeniósł na najlepszą parafię w dekanacie, do Krynek. Była to parafia rozległa, licząca około 4000 wiernych, mająca na swym terytorium prawosławnych, żydów i muzułmanów (Tatarów). Radością nowego proboszcza był duży i piękny neogotycki kościół, zbudowany na początku XX wieku. Pracy miał dużo. Sam pisał, że dużo „pozostaje do zrobienia w kościele, w parafii i w dekanacie (...) Pracy parafialnej się nie obawiam, owszem ją lubię, ale obok niej chciałoby się prowadzić pracę społeczną, organizacje młodzieży i wszystko się rozbija o brak lokalu i sił kierowniczych. Nauczycielstwo idzie przeważnie w odmiennym kierunku, miejscowej zaś inteligencji nie ma. Wszelako nadzieja w Bogu”. Przez 10 lat pracował w Krynkach jeden. Musiał więc obsłużyć także szkoły. Dopiero w 1932 r. do pomocy otrzymał księdza prefekta. W 1932 r. Arcybiskup Wileński Romuald Jałbrzykowski mianował ks. Marcinkiewicza proboszczem, a pierwszego sierpnia następnego roku również dziekanem w Sokółce. Był to z pewnością awans. Sokółka była miastem powiatowym, leżącym przy linii kolejowej Warszawa – Wilno, pomiędzy Białymstokiem i Grodnem. Parafia zaś liczyła w chwili przybycia nowego proboszcza ponad 9 700 wiernych. W pracy wspierali ks. dziekana dwaj kapłani, wikariusz i prefekt szkół. Autor życiorysu w albumie jubileuszowym napisał: „O ile dekanat sokólski był pewnego rodzaju wyróżnieniem, to z drugiej strony wymagał wielkiego doświadczenia i roztropności, gdyż trudna sytuacja, jaką zastał wymagała natychmiastowego spłacenia długów zaciągniętych przez poprzednika na budowę plebanii. Wyżej wzmiankowany dług wynosił 35 000 zł i to w okresie największego kryzysu gospodarczego, jaki przechodziła w tym czasie cała Polska. Kościół wymagał również ciągłych remontów i inwestycji. Ledwie zdążył uporać się z tymi trudnościami, wybuchła druga wojna światowa, okupacja sowiecka i niemiecka; dwukrotnie przeszedł przez Sokółkę front niosąc ze sobą poważne uszkodzenia i straty. Przez cały ciężki okres wojenny przetrwał na swym stanowisku ufając Opiece Bożej i kierując się własną roztropnością”. Trzeba tu zaznaczyć, że 12 IX 1939 r. otrzymał od abp. Jałbrzykowskiego uprawnienia wikariusza generalnego na dekanaty: sokólski, dąbrowski, koryciński oraz parafie dekanatu grodzieńskiego po lewej stronie Niemna na czas ewentualnego odcięcia od stolicy Archidiecezji Wileńskiej. Później władzę wikariusza generalnego miał tylko na swój dekanat sokólski. W Sokółce ks. Marcinkiewicz z zapałem poświęcał się pracy duszpasterskiej, a także trosce o świątynię, jej remonty i wyposażenie. W 1938 r. zorganizował Kongres Różańcowy z udziałem abp. Romualda Jałbrzykowskiego i biskupa pomocniczego z Pińska Karola Niemiry, wielu kapłanów i bardzo licznie zgromadzonych wiernych. W świątyni szereg razy przeprowadzał remonty i upiększał jej wystrój. Odbudował uszkodzoną mocno w 1944 r. wieżę kościelną. Poszerzył prezbiterium, zelektryfikował kościół, w 1949 r. sporządził obraz św. Antoniego do głównego ołtarza, zrobił nowe ławki do nawy głównej świątyni, organy pneumatyczne 24-głosowe (1952), nowe witraże, a w 1954 r. artysta malarz Józef Wawrzyński wykonał nową polichromię. W 1957 r. dokończył dzieła radiofonizacji kościoła. To tylko najważniejsze dokonania w świątyni, którą też wyposażył w wiele nowych szat i sprzętów liturgicznych. Trzeba też podkreślić, że po wojnie miał wiele kłopotów z władzami Polski Ludowej. Wcześniej brat Klemens z Cimoszki z rodziną w 1941 r. był wywieziony na Sybir, gdzie z żoną na zawsze zostawili swoje kości. Bratanek Józef, słynny matematyk, docent Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zginął jako ofiara zbrodni katyńskiej w 1940 r., a drugiego bratanka zamordowało UB w 1946 r. w Janowie. Mimo wszystko trwał na posterunku i cieszył się wielkim autorytetem i szacunkiem wśród kapłanów i wiernych. Był człowiekiem bardzo życzliwym, gościnnym, czułym na ludzkie potrzeby i biedę. Garnęli się do niego ludzie po porady medyczne, gdyż umiał leczyć ziołami. Księdza dziekana Marcinkiewicza doceniała władza kościelna i w 1949 r. abp Jałbrzykowski mianował go kanonikiem honorowym Kapituły Bazyliki Metropolitalnej Wileńskiej. W 1957 r. obchodził uroczyście jubileusz 50-lecia kapłaństwa. Pod koniec życia wielką pomocą w kierowaniu parafią był jego współpracownik ks. Józef Niemotko. Zmarł ks. Marcinkiewicz w 1968 r. i pochowany został na cmentarzu grzebalnym w Sokółce. ks. Tadeusz Krahel
|